Autor 03:40 Żeglarstwo

Sail Amsterdam 2020: zlot żaglowców, którego nie było!

„Dziesiątki żaglowców z całego świata, tłumy ludzi na lądzie i na wodzie, atmosfera wielkiego święta – w ten sposób Amsterdam obchodzi 750-lecie miasta, a Sail Amsterdam – 50-tą rocznicę pierwszego zlotu żaglowców.”

Tekst i zdjęcia Robert Kubicki

Tak mógłby i powinien brzmieć początek relacji z zaplanowanego na ten rok wspaniałego, jubileuszowego festiwalu w Amsterdamie, który cyklicznie, co pięć lat zaprasza do udziału największe żaglowce świata i przyciąga tysiące widzów. Tegoroczna impreza miała odbyć się w dniach od 12 do 16 sierpnia.

Niestety, z powodu pandemii koronawirusa organizatorzy zmuszeni byli odwołać tegoroczny zlot. Stwierdzili ponadto, że nie ma możliwości jego przełożenia na inny termin. Aby godnie uczcić wszystkie rocznice, które uświetnić miał zlot żaglowców, podjęto decyzję o jego organizacji dopiero za pięć lat, czyli w 2025 r. To wielki niedosyt dla wszystkich fanów wielkich żaglowców, jednak w tym przypadku zwyciężył zdrowy rozsądek i właściwe podejście do bezpieczeństwa uczestników oraz zwiedzających w trudnych czasach pandemii.

Uczestniczyliśmy w tychże imprezach w 2010 i 2015 roku i mieliśmy relacjonować obszernie także tegoroczny zlot. A jak to wyglądało podczas poprzednich edycji?

Sail Amsterdam 2010 otworzył ówczesny następca tronu, a obecnie król Niderlandów – Wilhelm Aleksander, płynąc w czasie parady otwierającej na flagowym holenderskim żaglowcu „Stad Amsterdam”. Podczas tej edycji postanowiono uhonorować gości z naszej części Europy. Na honorowych miejscach nabrzeża IJhaven cumowały „Kruzensztern”, „Siedow”, „Dar Młodzieży”, „Pogoria” i „Mir”. Specjalnie dla dzieci zbudowano minimiasteczko z naturalnej wielkości atrapą pirackiego okrętu, gdzie oferowano mnóstwo zabaw i atrakcji. W pobliżu cumowała szwedzka fregata „Gotheborg” (jeden z największych, drewnianych żaglowców na świecie, replika XVIII-wiecznej fregaty „East Indiaman”), której załoga w strojach z epoki chętnie włączała się do zabawy lub wręcz sama organizowała rozmaite konkursy i zawody.

Dużym zainteresowaniem zwiedzających cieszyły się „egzotyczne” jednostki tj. barkentyny: „Shabab Oman” z Królestwa Omanu i „Dewaruci” z Indonezji. Holendrzy, znakomicie znający żeglarskie rzemiosło, z dużym zacięciem szukali różnic w budowie szwedzkich, bliźniaczych, dwumasztowych szkunerów: „Gladan” i „Falken”. Wszyscy podziwiali również sprawność wspinania się na reje młodej, angielskiej załogi brygu „Stavros S Niarchos”. Ogromne zainteresowanie wzbudzał też holenderski, prototypowy, 50-metrowy jacht „Dwinger”, w całości zbudowany z aluminium.

Podczas tradycyjnej parady załóg, która przeszła ulicami ścisłego centrum Amsterdamu, zdecydowanie wyróżniali się roześmiani, młodzi ludzie stanowiący załogę „Pogorii”, a także elegancko prezentujący się marynarze z „Iskry” i kadeci z „Daru Młodzieży”. Każdy dzień imprezy zamykał imponujący pokaz sztucznych ogni, którego zakończenie stanowił potężny ryk syren okrętowych, jako podziękowanie dla gospodarzy za sympatyczne przyjęcie. Ogółem teren zlotu w 2010 roku w ciągu pięciu dni odwiedziło ponad 1,7 mln ludzi. Duża część z nich towarzyszyła wielkim żaglowcom, pływając zarówno w ciągu dnia jak i wieczorem, własnymi, wodnymi środkami lokomocji. I trzeba przyznać, że w tym zakresie inwencja twórcza mieszkańców Niderlandów nie zna granic. Pływano na wszystkim, co mogło utrzymać się na wodzie. W ostatnim dniu zlotu, tysiące osób zgromadzonych na nabrzeżu serdecznie żegnało wypływające jednostki. Ich załogi odwzajemniały się głośnymi okrzykami i śpiewem. Wszyscy byli niezwykle szczęśliwi, że mogli uczestniczyć w tak spektakularnym, żeglarskim wydarzeniu.

Sail Amsterdam 2015 rozpoczęła tradycyjna parada żaglowców, wpływających do portu. Doceniając asystę gospodarzy, płynących na wszystkim, czym da się popłynąć – załogi największych żaglowców również postanowiły efektownie zaznaczyć swój udział w paradzie. „Stad Amsterdam”, „Sagres” i „Aleksander von Humboldt II” wpłynęły z rozwiniętymi żaglami. Marynarze z „Glorii” utworzyli kolorową paradę rejową i wraz z powiewającą ogromną kolumbijską banderą zafundowali widzom efektowny spektakl. Repliki klasycznych żaglowców, czyli „Gotheborg”, „Etoile du Roy”, „La Grace” oraz „Nao Victoria”, swoje wpłynięcie do portu zaznaczały armatnimi salwami.

Teren zlotu został podzielony na tematyczne „kolorowe oceany”, z których największy – w kolorze pomarańczowym – stanowił główną atrakcję imprezy. Tym razem organizatorzy zmienili ustawienie żaglowców w porcie. Te, które pięć lat wcześniej królowały wzdłuż nabrzeża IJhaven – usytuowano po drugiej stronie kanału. Na honorowym i jednocześnie najczęściej odwiedzanym nabrzeżu prócz gospodarza – fregaty „Stad Amsterdam”, swoje miejsce znalazły chilijska barkentyna „Esmeralda”, portugalski bark „Sagres”, kolumbijska „Gloria” oraz jej siostrzana jednostka – „Guayas” z Ekwadoru. Nie zabrakło także gości egzotycznych, takich jak australijska barkentyna „Young Endeavour”, czy „Tarangini” – trzymasztowca indyjskiej Marynarki Wojennej. I właśnie te jednostki cieszyły się największym zainteresowaniem zwiedzających. A że Holendrzy to naród w żeglarstwie i żaglowcach zakochany – widać to było na każdym kroku. Nieprzebrane tłumy ciągnące zarówno pieszo jak i na rozmaitym sprzęcie pływającym – wszyscy pragnęli być jak najbliżej głównych bohaterów zlotu. Powodowało to często nietypowe sytuacje, jak chociażby tworzące się klasyczne korki, tym razem na wodzie.

Zarówno organizatorzy jak i załogi poszczególnych statków postarali się, aby każdy ze zwiedzających mógł znaleźć coś dla siebie. Dzieci mogły popływać na optymistach pod opieką instruktorów, miłośnicy muzyki – uczestniczyć w niezliczonych koncertach kończonych codziennymi pokazami sztucznych ogni, koneserzy okrętów wojennych (także obecnych podczas zlotu) – podpatrzeć od wewnątrz pokładowe życie marynarzy. Warto również odnotować obecność uczestnika regat Volvo Ocean Race – „Team Brunel” i zetknięcia tym samym klasyki z nowoczesnością. Członkowie kolejnych załóg tymczasem, cierpliwie tłumaczyli różnice w budowie poszczególnych elementów statków, powodujących ułatwienia lub utrudnienia w kierowaniu jednostką, wyjaśniali szczegóły konstrukcji takielunku i omawiali szczegóły ożaglowania. Doszło także niestety do przykrego incydentu, mającego miejsce tuż przed cumującą „Esmeraldą”. Grupa chilijskich uchodźców zorganizowała demonstrację, przypominając tym samym o niechlubnej przeszłości żaglowca. W latach rządów Augusto Pinocheta służył on jako pływające więzienie, gdzie przetrzymywano przeciwników politycznych dyktatora. Epizod ten nie zakłócił jednak przebiegu żeglarskiego festiwalu.

W czasie trwania tego największego na świecie zlotu żaglowców, jego teren odwiedziło ponad 2,3 mln zwiedzających. Zarówno organizatorzy jak i załogi poszczególnych jednostek mocno postarali się o to, by zarówno koneserzy i znawcy, jak i początkujący w swych żeglarskich zainteresowaniach, byli usatysfakcjonowani i z niecierpliwością oczekiwali na kolejne tego typu żeglarskie święto.

Można śmiało stwierdzić, że pandemia koronawirusa przewróciła świat „do góry nogami”. Ucierpiały praktycznie wszystkie branże, a jak twierdzą eksperci – skutki kryzysu dopiero przed nami. Nie inaczej jest i w świecie żeglarskim. Odwołano lub przesunięto na inne terminy wszystkie duże imprezy żeglarskie. Sail Amsterdam, to przecież największy zlot żaglowców na świecie. I bardzo często przypływają tam jednostki, które rzadko goszczą w Europie na innych imprezach. Tym bardziej szkoda, bo tak miało być i w tym roku. Zapowiedziano już udział kolumbijskiej „Glorii”, ekwadorskiego „Guayasa”, meksykańskiego „Cuauthemoca”, fregaty „Libertad” z Argentyny czy „Capitana Mirandy” z Urugwaju.

Oprócz Sail Amsterdam nie odbędzie się również zaplanowany na ten rok Sail Bremerhaven – organizowany co pięć lat podobnie jak w Amsterdamie – zlot wielkich żaglowców w Niemczech. Na razie nie wiadomo czy organizatorzy wyznaczą jakiś inny termin. Nie odbędzie się też coroczny hanzeatycki zlot Hanse Sail w Rostocku.

Tradycyjne regaty The Tall Ships Races przełożono na rok przyszły. I tak w lipcu 2021 r. będziemy się emocjonować regatami na trasie: Kłajpeda – Turku – Tallin – Mariehamn – Szczecin, a w sierpniu i wrześniu 2021 r. regatami pod nazwą Magellan Elcano 500 Series na trasie: Dunkierka – La Coruna – Lizbona – Kadyks. Dokładając jeszcze zaplanowany na czerwiec 2021 r. holenderski DelfSail – w przyszłym roku czeka nas mnóstwo emocji i pozytywnych żeglarskich wrażeń. Oby tylko sytuacja epidemiczna w Europie i na świecie umożliwiła organizację tych wydarzeń. A jeśli umożliwi, to trzeba mieć nadzieję, że rządowe programy pomocowe dla armatorów jednostek, uruchomione np. w Norwegii czy Holandii pozwolą im przetrwać ten trudny czas i dalej cieszyć wszystkich swoją obecnością na morzach, oceanach i portach całego świata.

Dla nas oczywiście najważniejszą będzie rola gospodarza – finalisty pierwszej, bałtyckiej części zmagań w regatach The Tall Ships Races. Rola ta przypadła Szczecinowi, gdzie flotylla żaglowców zawita już po raz czwarty. Jeśli tylko okoliczności na to pozwolą, to można być pewnym, że ponownie odbędzie się u nas kapitalna, żeglarska impreza, a Wały Chrobrego, Łasztownia i przede wszystkim pokłady przybyłych jednostek, zapełnią się tysiącami ludzi, spragnionych niezwykłej, panującej wokół, żeglarskiej atmosfery.

(Visited 164 times, 1 visits today)
Tagi: , , Last modified: 9 września, 2020

Partnerzy serwisu

Zamknij