Reklama
Reklama

Autor 03:46 Testy i prezentacje

Antila 33.3: komfort i solidność po modyfikacjach [TEST]

Kiedy w 2015 roku na wiosennych targach jachtowych w Warszawie pojawił się prototyp Antili 33, stało się jasne, że ten model w krótkim czasie zawładnie sercami żeglarzy na Mazurach. Był nowoczesny, bardzo ładny, wygodny w środku i w kokpicie, wykonany – tak jak większość jednostek ze stoczni Antila Yachts – solidnie. Teraz, po pięciu latach skutecznego wojowania na rynku 10-metrowych krążowników śródlądowych, pojawiło się drugie, nieznacznie zmodyfikowane wcielenie tego modelu – Antila 33.3. Tuż po zakończeniu sezonu 2020 mieliśmy przyjemność przetestować tę jednostkę.

Tekst Wojciech Barszczowski
zdjęcia Michał Bielak/mat. prasowe Bielak Czarter

Już samo to, że producent pozostał przy poprzednim oznaczeniu i w nowym modelu dopisał tylko „.3” świadczy o tym, że zmian nie ma aż tak wiele. I faktycznie, przeciętny użytkownik chyba by ich nie zauważył – w każdym razie my również musieliśmy dopytać o nie w czasie testu.

Projekt i konstrukcja

Antilę 33.3 zaprojektował Michał Orych, autor wszystkich antil o długości powyżej 25 stóp. Kadłub jachtu ma charakterystyczne dla większości nowoczesnych konstrukcji kanty (załamania) poszycia, dające większą stabilność, więcej miejsca w środku i w pewnym stopniu poprawiające proporcje. Cała sylwetka jachtu, elegancka i jednocześnie dynamiczna, podkreślona dodatkowym podłużnym przetłoczeniem w górnej części burty, w ogóle nie zestarzała się przez tych pięć lat i nadal wyróżnia się znakomitymi proporcjami wysokości nadbudówki do wysokości wolnej burty, wielkim świetlikiem w nadbudówce, dwoma świetlikami w każdej z burt.

Może piszę tu w samych superlatywach o tym, jak wygląda Antila, ale to są właśnie te kształty, które mi bardzo w jachtach odpowiadają. Mniej pasują mi natomiast wystające luki pokładowe, ponieważ od lat uważam, że te montowane na płask są bardziej estetyczne i nie mniej trwałe, jednak w tym przypadku warunki technologiczne sprzed pięciu lat ograniczyły możliwość ich zastosowania.

Przy produkcji Antil 33 korzysta się z nowoczesnej technologii łączenia pokładu z kadłubem bez listew odbojowych – na gładko. Jachty prezentują się dzięki temu elegancko i czysto. Pokład otoczono drewnianym stoprelingiem i dwupoziomowym sztormrelingiem z linek stalowych podwieszonych na stójkach, koszach i półkoszach wykonanych z solidnej nierdzewki.

Zarówno pawęż, jak i dziobnica są praktycznie pionowe, co daje optymalne wykorzystanie pojemności wnętrza, szczególnie w połączeniu z dużą szerokością kadłuba. Otwarta część pawęży na rufie stanowi szerokie przejście na całkiem sporą platformę kąpielową montowaną na stałe i powiększoną względem poprzedniczki. W ten właśnie sposób urosła długość całkowita A33.3 – do 10 m i 35 cm. Łatwiej przejść z takiej powiększonej platformy na drabinkę kąpielową, także zamontowaną na pawęży, jak również na pomost po zacumowaniu do niego rufą.

Antila ma obrotowy ciężki miecz oraz jedną płetwę sterową, tzw. głębinową i jednocześnie obrotową, kontrolowaną fałem i kontrafałem wyprowadzonymi estetycznie w okolice nóg sternika. Płetwę porusza każde z dwóch kół sterowych umieszczonych na estetycznych postumentach wkomponowanych w boczne ściany kokpitu i siedziska. Testowany egzemplarz miał także oferowany za dopłatą ster strumieniowy – niezbędny do manewrowania w ciasnych portach śródlądowych.

Ponieważ właściciel stoczni, Cezary Duchnik, stworzył testowaną jednostkę dla siebie, otrzymała ona wdzięczną nazwę „Pola” – od imienia wnuczki pana Cezarego.

Na deku

Kokpit opracowany został w taki sposób, by w pewnym sensie oddzielić „departament” sternika od części wypoczynkowej kokpitu. Projektant mógł sobie na to pozwolić, dysponując w tym celu odpowiednią długością kadłuba. Zastosowano przede wszystkim dwa koła sterowe, szeroko rozstawione przy burtach, dające sternikowi doskonałą widoczność przed jachtem nawet przy postawionej owiewce nad zejściówką. Takie ułożenie kół zapewniło też świetną komunikację w kokpicie zarówno podczas żeglowania, jak i podczas postoju w porcie, gdy załoga chce szybko i sprawnie przejść w jedną lub drugą stronę.

Podczas pływania sternik może błyskawicznie przejść z jednej burty na drugą, nie potykając się o nogi innych członków załogi. Ma także łatwy i szybki dostęp do szotów grota zamocowanych dolnym zbloczem talii do stołu kokpitowego oraz do kabestanów foka – są dość blisko kół sterowych. Jeśli zaś tymi żaglami operuje załoga, to też nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Dostęp do szotów jest znakomity dzięki geometrii kokpitu. Taki układ sprawdza się też w manewrach na silniku, przy czym sterowanie jednostką napędową – manetka i wskaźniki – zainstalowane jest przy prawym postumencie. Na lewym przymocowano jedynie zdublowany dżojstik steru strumieniowego.

Talię grota mocuje się do okucia na środku stołu, ale nie przeszkadza to w rozłożeniu blatów i korzystania z tego wyposażenia na przykład w celu spożycia posiłku. Stół ma estetyczny postument z nierdzewki, tikowe blaty o wymiarach 108 x 80 cm po rozłożeniu. Siedziska – szerokie i z oparciem-falochronem mają bowiem ok. 175 cm długości, czyli tyle co jachty 24-25 stopowe.

Mało imponujące rozmiary to koszt jaki trzeba było ponieść, by zastosować dwa koła sterowe. Projektant „oddał” jednak dwa wygodne miejsca do siedzenia – są to dwie bakisty na samej pawęży. Tu sternik może usiąść w trakcie żeglugi, a każda inna osoba także podczas postoju w porcie.

Podłogę i siedziska pokryto w tym jachcie sztucznym tikiem, co jest rozwiązaniem zgodnym ze światowymi trendami, estetycznym i ekologicznym. Dobry sztuczny tik jest dziś droższy od naturalnego, ale nie brudzi się, nie zmienia koloru, nie nagrzewa w słońcu i ma lepszą przyczepność. Pod podłogą i siedziskami wygospodarowano bakisty i schowki, przy czym w jednym z nich zainstalowano wylewkę wody pod wysokim ciśnieniem, przeznaczoną np. do mycia pokładu i podłogi.

Na uwagę zasługuje asymetryczne ułożenie zejściówki nieco bliżej lewej burty. Z jednej strony projektant uzyskał dzięki temu nowe możliwości aranżacji wnętrza, z drugiej zaś możliwe stało się obsługiwanie takielunku przez jednego z członków załogi bez równoczesnego blokowania zejściówki. Osoba obsługująca jeden kabestan fałowy, napędzany za dopłatą elektrycznie, staje wygodnie przy ściance kabiny z prawej jej strony i operuje wszystkimi fałami i regulacjami sprowadzonymi w to miejsce od masztu. Liny zgromadzono w jednej baterii stoperów, żeby móc wybierać je tym jednym kabestanem.

Zarówno owiewka rozkładana nad zejściówką i kabestanem fałowym, jak i bimini to wyposażenie opcjonalne wykonane precyzyjnie, łatwo rozkładane i chyba coraz bardziej niezbędne w naszym klimacie. Na tak dużym jachcie nie zepsuło jego linii, może też dlatego, że w trosce o łydki i plecy sternika bimini przesunięto lekko poza pawęż i dobrze dobrano kolory brezentu oraz konstrukcję stelaża.

Oświetlenie kokpitu w nocy stanowi zamontowana na dolnym salingu lampka LED. Na jachcie zainstalowano niemal pełną listę wyposażenia dodatkowego, w tym m.in. echosondę i GPS, wodoodporne głośniki w kokpicie, prysznic pokładowy, drabinkę pawężową i wiele innych.

W środku

Dość długo zastanawiałem się, jak opisać wnętrze Antili 33.3. Doszedłem do wniosku, że zdjęcia najlepiej oddadzą poziom standardu jaki oferuje dziś stocznia Antila Yachts w zakresie wykonania i wyposażenia. Z kolei informacja o trzech zamykanych kabinach z przedsionkami i dużymi szafami, szerokimi kojami, obszerną mesą z dwiema rozkładanymi kanapami przekształcającymi się w pełnowymiarowe koje, rozbudowanym kambuzem, wielką zamykaną toaletą z prysznicem – jest w tym przypadku dość oczywista i chyba każdy, kto zetknął się z jachtami tej wielkości, takich atutów się spodziewa.

Na mnie największe wrażenie zrobiła stylistyka wnętrza, w żadnym stopniu nie odstająca od rozwiązań stosowanych w najlepszych zagranicznych stoczniach, jego przytulność i jakość wykonania – według mnie przewyższająca zachodnie standardy.

Ciekawych efektem zastosowania asymetrycznej zejściówki jest widoczna poprawa komunikacji wewnątrz, czyli wygoda przemieszczania się pomiędzy kabinami i mesą. Łazienka to projektowy majstersztyk, którego efektem było wygospodarowanie miejsca na osobną kabinę prysznicową, oddzieloną drzwiczkami od pozostałej części toalety. Tak było już w A33, jednak teraz – za sprawą zastosowania wkładki dennej i sufitowej – w łazience jest jeszcze więcej miejsca.

Wspaniale dobrano też oświetlenie, oparte oczywiście na LED-owych żarówkach i taśmach, umieszczonych bardzo dyskretnie i estetycznie. Włączniki świateł umieszczono tak, by wchodząc na jacht w nocy intuicyjnie się na nie natykać. Producent zadbał też o takie detale jak magnesy zabezpieczające drzwi oraz haczyki i wieszaczki w potrzebnych miejscach.

Można by tak wyliczać dalej, a drugie tyle czasu poświęcić na wymienianie dodatkowego wyposażenia „Poli”. Cena wszystkich ekstrasów, obejmujących m.in. automatyczne ogrzewanie, instalację ciepłej wody, powiększoną lodówkę, dodatkowe gniazdka, elektryczne WC morskie ze zbiornikiem, otwierane luki, a nawet ekspres do kawy, mikrofalówka zabudowana oraz centralny odkurzacz znacznie przekroczyła 100 tys. zł. W sumie dodatki wewnątrz i na zewnątrz kosztowały ponad 140 tys. zł.

Co ważne, wiele z tych dodatkowych urządzeń już umila pobyt żeglarzom czarterującym te jachty na Mazurach.

Dostęp do silnika stacjonarnego został zapewniony zarówno przez podnoszoną schodnię zejściówki oraz zdejmowane boczne panele w obydwu rufowych kabinach. Unoszenie schodni wspomagają siłowniki gazowe, a w pracach przy silniku fabrycznie zamontowane oświetlenie komory. Dzięki temu podstawowy serwis silnika jest bardzo ułatwiony.

Napęd

Jeśli chodzi o takielunek to tu rozwiązania są klasyczne, znane od lat na jachtach tej wielkości. Dość długi maszt usztywniają dwie pary salingów i wanty, których podwięzi umieszczono na samych burtach. Od przodu maszt podtrzymuje sztywny sztag z rolerem foka, przesunięte kilka centymetrów do przodu względem Antili 33 celem powiększenia przedniego żagle, a od tyłu zabezpiecza regulowany talią achtersztag. Żagle na testowanym egzemplarzu były świeże i dobrze skrojone: grot pełnolistwowy chowany na bomie w lazyjacku i fok zamocowany dość nisko nad pokładem (czasem nawet trzeba go było ręcznie przenieść nad relingami) i tym samym większy oraz sprawniejszy. Maszt ze zrzuconymi żaglami można oczywiście położyć, korzystając z tradycyjnej już bramki.

Podczas manewrów portowych i w trakcie flauty jednostkę napędza stacjonarny silnik diesla.

Wrażenia z pływania

Pierwsza okazja do testu Antili 33.3 nadarzyła się na początku października 2020 r. Warunki mieliśmy wyśmienite – przy pogodnej aurze i kilkunastu stopniach ciepła wiało od kilku do kilkunastu węzłów wiatru z południowego wschodu. Był to idealny kierunek do tego, by po wypłynięciu z mariny Zielona Zatoka w Bogaczewie, bazy firmy Bielak Czartery, postawić żagle i z wiatrem wypłynąć na rozlewisko jeziora Niegocin. Ten akwen jest jednym z najlepszych do sprawdzenia właściwości nautycznych tak dużej łodzi.

Już pierwsze doświadczenia po wypłynięciu na jezioro pokazały, że Antila to bardzo stabilny jacht. Gdy przechodziłem po szerokich półpokładach, by ściągnąć odbijacze, jacht praktycznie się nie przechylał, a ważę prawie 100kg. To samo dało się odczuć podczas żeglugi – najmocniejsze szkwały, dochodzące miejscami do 3-4B, nie robiły wrażenia na jachcie i nawet w kursie na wiatr nie trzeba było luzować grota. Jacht się przechylał, ale szybko sztywniał i bez żadnej reakcji załogi pozwalał spokojnie żeglować dalej.

Drugie spostrzeżenie to wyjątkowo wysoka precyzja sterowania, uzyskana przy hydraulicznej przekładni steru. Wrażenie jest takie, jakby sterowało się jednostką o kilka stóp mniejszą, czyli sternik ma cały czas poczucie jedności z jachtem i wrażenia, że łódź reaguje na każdy ruch kołem sterowym. Antila zapewnia dzięki temu wrażenie pełnej kontroli nad nią, przekładające się na komfort w dynamicznych manewrach – a wiadomo, że co pewien czas każdemu się taki przytrafi, szczególnie latem, na zatłoczonych szlakach.

Nie byłoby chyba tej pewności, szczególnie w zmiennych, szkwalistych warunkach, gdyby nie przemyślanie umiejscowienie talii grota na środku stołu kokpitowego oraz kabestanów foka na falochronie kokpitu. Sternik może jednym ruchem ręki odknagować szot grota i – co więcej – także łatwo go dobierać. Wysokie mocowanie dolnego zblocza talii zapewnia bowiem odpowiedni kąt pracy liny względem bomu, zmniejszając w ten sposób siły potrzebne do dobierania dużego żagla.

Sternik może też łatwo obsługiwać szot foka, nie ruszając się ze swojego stanowiska – kabestany znajdują się blisko kół sterowych. Ponadto, perfekcyjny dostęp do tych lin ma także załoga, dzięki czemu dwie osoby w zupełności wystarczą do obsługi całego jachtu w każdej sytuacji. To ważna cecha, dająca możliwość żeglowania np. jednej rodziny lub tylko dwóch-trzech znajomych.

Jeden kabestan fałowo-masztowy zamontowany wraz z baterią stoperów na dachu nadbudówki znakomicie się sprawdza, a liny można w estetyczny sposób zbuchtować i podwiązać elastycznymi krawatami przygotowanymi na ściance kabiny. Te istotniejsze liny, takie jak fały ,zrzuciliśmy jednak do środka, żeby móc je w razie czego szybko poluzować. Tego dnia po południu w prognozie zapowiadano burzę, woleliśmy więc dmuchać na zimne.

W manewrach portowych pomaga ster strumieniowy i bez wątpienia na Mazurach będzie on nieodzowny. Antila dobrze skręca na biegu wstecznym, a sterowność uzyskuje się już przy niewielkiej prędkości, ale przy bocznym wietrze bez strumieniówki może być ciężko. Podniesienie płetwy sterowej nie pogarsza znacząco sterowności podczas manewrów, ponieważ jej znaczna część nadal jest zanurzona. Przy podniesionym mieczu manewry robią się już trudniejsze, więc należy opuścić go tyle, ile tylko można.

Umiejscowienie manetki silnika na ściance kokpitu przy prawym kole sterowym wydaje się optymalne i uważam, że mniej bezpieczne byłoby montowanie jej do postumentu koła. Nawet pochylając się w celu jej przestawienia nie traci się z oczu tego, co dzieje się wokół jachtu. Spróbowałbym tylko znaleźć korzystniejsze miejsce dla panelu sterowania silnikiem, tzn. obrotomierza i kontrolek – umieszczony w postumencie tuż nad podłogą jest trudny do kontrolowania.

Warto też wspomnieć, że sternik w ogóle szeroko widzi wszystko, co dzieje się przed jachtem, stojąc za kołem sterowym. Nawet gdy siądzie na siedzisku na burcie, widoczność zawęża się za sprawą niewysokiej nadbudówki tylko w minimalnym stopniu.

Stawianie i zrzucanie żagli nie nastręczają żadnych kłopotów, podobnie jak ich dodatkowa obsługa, np. refowanie, które przeprowadza się jedną liną. Wzorcowo działa mechanizm kładzenia masztu.

Jedynym niezrozumiałym dla mnie rozwiązaniem była dodatkowa knaga szczękowa na dolnym zbloczu obciągacza bomu – poluzowanie tej regulacji, która samoistnie przy każdym wybieraniu knaguje się przy maszcie, wymaga podejścia do masztu i sporej gimnastyki przy odknagowaniu liny ze szczęk. To według mnie zadziałałoby lepiej po usunięciu knagi szczękowej, bo linę obciągacza i tak można zaknagować w stoperze pod owiewką i w ogóle operować nią z tej właśnie pozycji.

Podsumowanie

Wysoka stabilność jachtu wynika z jego szerokości i dobrze wypracowanego współczynnika balastowego. To ważny parametr, nie jedyny oczywiście, składający się na wyjątkowy komfort żeglowania Antilą 33. Trudno mi ocenić, czy największa produkowana Antila jest szybsza czy wolniejsza od konkurencji i biegunowa też tego do końca nie pokazuje. To nie ma jednak znaczenia, bo ten jacht daje po prostu prawdziwą frajdę z pływania.

Wnętrze nie jest już tylko obszerne – tu dopracowano je w każdym szczególiku, uzyskując wysoki komfort i jakość wykonania na poziomie wyższym, niż w wielu zachodnich stoczniach, a za sprawą stylistyki i kolorystyki wykończenia także atmosferę przytulnego i luksusowego jednocześnie hotelu.

I do tego, a zauważyłem to oglądając zdjęcia i filmy z naszego testu, jacht świetnie prezentuje się na wodzie – elegancko i dynamicznie jednocześnie. Pomimo upływu pięciu lat od wdrożenia jej pierwszej wersji, odświeżona Antila 33.3 nadal nie dobiega niczym od konstrukcji światowych, a w tym segmencie wielkości nie znam innego modelu tak nowoczesnego, wygodnego, solidnie wykonanego i dobrze żeglującego.

Antila 33.3: dane techniczne

długość całkowita10,35 m
długość kadłuba9,60 m
szerokość całkowita3,24 m
zanurzenie bez miecza / z mieczem0,45 / 1,80 m
powierzchnia żagli49,0 m2
masa transportowa4400 kg
masa balastu1600 kg
masa miecza120 kg
wysokość masztu nad pokładem12,4 m
wysokość masztu nad linią wodyok. 14,1 m
maks. liczba osób (liczba koi)10 (5)
liczba kabin/toalet3/1
maks. wysokość w kabinie1,95 m
silnikstacjonarny diesel 30 KM
projektantMichał Orych
cena wersji podstawowej210 tys. zł netto + VAT
cena jachtu testowanegook. 340 tys. zł netto + VAT
więcej: www.antila-yachts.pl
(Visited 551 times, 6 visits today)
Tagi: , , , Last modified: 9 listopada, 2020

Partnerzy serwisu

Zamknij