Reklama
Reklama

Autor 14:29 Testy i prezentacje

Antila 30: energiczny hotelowiec [TEST]

W ciągu ostatniej dekady rynek czarterowy na Mazurach opierał się w dużej mierze na 10-metrowych krążownikach – wygodnych, stabilnych, szybkich jachtach turystycznych z dziesięcioma miejscami do spania w trzech zamykanych kabinach i mesie. Ich wadą były i nadal są spore ograniczenia manewrowe w mniejszych portach i przystaniach oraz potrzeba posiadania wyższych umiejętności żeglarskich przy silniejszym wietrze. Pewnym remedium na to są 3-kabinowe jednostki 9-metrowe – zwinniejsze, łatwiejsze w obsłudze i tylko minimalnie mniej wygodne. Ich najnowocześniejszym przedstawicielem jest najnowsza konstrukcja ze stoczni Antila Yachts – Antila 30, którą przetestowaliśmy jesienią 2020 roku.

Tekst Dominik Życki
zdjęcia Michał Bielak, Piotr Dalecki i Dominik Życki

Antilę 30 zaprojektował Michał Orych, autor wszystkich nowych antil o długości powyżej 7,5 m. Nie ukrywam, że jestem wielkim fanem projektów tego konstruktora i moja opinia na temat kształtów jego najnowszego jachtu może być dość subiektywna – i bardzo pozytywna. Obiektywnie jednak każdy chyba zauważy dobrze dobrane proporcje kształtów i wielkości nadbudówki w stosunku do wielkości kadłuba, smuklejszy niż w innych jednostkach takielunek, nowoczesną linię kadłuba. Te ostatnią cechę podkreśla łamane poszycie wzdłuż niemal całej długości oraz wyraźne, szerokie przetłoczenie poszerzone w części dziobowej i wypełnione wstawką z przyciemnianego poliwęglanu. Zresztą ten fragment kryje pod spodem dwa świetliki na każdej z burt – jeden doświetlający mesę, drugi zaś dziobową kajutę.

Kolejne obiektywne spostrzeżenia wymienię za chwilę. Na pewno ważną informacją jest to, że jednostka miała swoją premierę na posezonowej wystawie w Strandzie w 2019 roku w Giżycku, a następnie na jesiennych targach w Łodzi. Niestety nie doczekała premiery na warszawskich Wiatr i Woda, które zostały odwołane, jednak w niewielkim tylko stopniu wypłynęło to na ciepłe przyjęcie jednostki w sezonie nawigacyjnym 2020. Egzemplarz, który przetestowaliśmy, wynajmowany był przez cały sezon w firmie czarterowej Bielak Czartery, a my żeglowaliśmy nim w październiku dosłownie kilka dni po zakończeniu sezonu.

Konstrukcja

Szeroki kadłub, pionowe: pawęż i dziobnica oraz burty w rejonie kokpitu i śródokręcia, oraz charakterystyczny stopreling – czyli szeroki kołnierz w miejscu łączenia kadłuba z pokładem – to cechy wszystkich jachtów nowej generacji. W tym zakresie wielkości Antila 30 jest pierwszą z polskich konstrukcji, w której zastosowano takie rozwiązania. Obecnie więc, czyli jesienią 2020 roku, jacht można zdecydowanie uznać za najnowocześniejszy na polskich wodach śródlądowych. Montowane na płask luki pokładowe to także kamień milowy w historii stoczni Antila Yachts – mam nadzieję, że trafią do wszystkich kolejnych konstrukcji, jakie tam powstaną, ponieważ nie ma dziś lepszego rozwiązania. Trochę szkoda, że luk na dachu nadbudówki jest hybrydowy, tzn. we wklejony na płask świetlik wmontowano lekko wystający, klasyczny luk. Idealnie pasowałby tu luk płaski.

Na pawęży Antili przykręcono zgrabną i całkiem sporą platformę, z której łatwo dostać się na drabinkę kąpielową lub przejść na pomost przy cumowaniu rufą. Żeby na nią wejść z kokpitu, należy odchylić w górę rufową belkę i wypiąć dwa pawężowe relingi.

Po drugiej stronie łodzi, czyli na samy jej dziobie zainstalowano pokaźny kosz dziobowy oraz tzw. kaczy dziób, czyli typowe od wielu lat urządzenie łączące cechy bukszprytu, platformy i łoża kotwicy.

O spodu jednostkę wyposażono w ciężki, obrotowy miecz oraz tzw. ster głębinowy, czyli osadzony obrotowo w dnie, ale z obrotowo mocowaną płetwą – jej fał i kontrafał wyprowadzono do kokpitu. Ster połączono z kołem sterowym mocowanym na solidnym postumencie laminatowym w kokpicie. W egzemplarzu testowanym był też ster strumieniowy na dziobie, zwykle zamawiany przez firmy czarterowe – bez niego trudno poradzić sobie z manewrami w marinach. Generalnie stocznia oferuje kilka rozwiązań układu sterowego i napędowego, w tym także wersję kilową jachtu przeznaczoną do żeglowania po morzu, czy też sterowanie za pomocą rumpla lub silnik na pantografie na pawęży – można napisać, że każdy znajdzie tu rozwiązanie najbardziej pasujące. Co więcej, pierwszy egzemplarz prototypowy powstał właśnie jako morski.

Na deku

Uważam, że pokład dopracowano perfekcyjnie pod kątem proporcji szerokości półpokładów, kokpitu i nadbudówki. Komunikacja pomiędzy kokpitem a dziobem jest bardzo dobra i wygodna, a szerokie stoprelingi i skuteczna faktura antypoślizgowa uformowana na żelkocie dają poczucie pewności, że noga się nie ześlizgnie przy nawet sporych przechyłach. Bramkę kładzenia masztu dopracowano tak, by zajmowała jak najmniej cennego miejsca na deku poprzez dopasowanie kształtu rurek, z których ją wykonano, do profilu pokładu i stoprelingów. Dwupoziomowe relingi a na wysokości kokpitu dwa pasy oparciowe zamocowano do solidnych stójek, półkoszy i koszy, tworząc pewne zabezpieczenie, dające poczucie bezpieczeństwa. Po trzy mocne knagi rożkowe z kwasówki na każdej z burt dają możliwość dowolnego sposobu cumowania do y-bomu, kei czy nabrzeża.

Kokpit podzielono na część nautyczną i wypoczynkową, przy czym w pewnym stopniu się one przenikają. Nautyczna obejmuje „królestwo” sternika, czyli przestrzeń od postumentu koła sterowego w stronę rufy, wypoczynkowa zaś sięga od postumentu w przód, do ścianki nadbudówki. Strefy te przenikają się w pewnym stopniu m.in. dlatego, że talię grota mocuje się w tym jachcie do dużego, solidnego stołu o rozkładanych tikowych blatach, czyli już w strefie wypoczynku. Także załogant obsługujący kabestan fałowy, umieszczony na dachu nadbudówki, nieco po prawej stronie płaszczyzny symetrii, też siłą rzeczy musi go obsługiwać w tak zdefiniowanej strefie. W lewo „przesunięto” na tym jachcie zejściówkę. Taki układ kokpitu wg mnie się sprawdza i pozwala równocześnie obsługiwać kabestan jednej osobie a drugiej korzystać z zejściówki.

W testowanej wersji jachtu, dopracowanej pod kątem czarterów w firmie Bielak Czartery, zamontowano także dostępne opcjonalnie: owiewkę i bimini, obydwie świetnie spasowane, wykonane z solidnego materiału Sunbrella, dobrze napięte i usztywnione stelażem. Przed położeniem masztu dobrze jest złożyć bimini, by drzewce trafiło w podtrzymujące widełki. Podczas testu cały czas pływaliśmy z postawionymi obiema osłonami i trzeba przyznać, że w jesienny, słoneczny dzień taki zestaw sprawdził się znakomicie.

Wyposażenie jachtu obejmuje m.in. trzy kabestany, przy czym na testowanym „Blue Monday” ten centralny, fałowy sterowany był elektrycznie. Na postumencie koła zainstalowano wyświetlacz wielofunkcyjny z mapą i wskazaniem głębokości, panel sterowania silnika, włącznik steru strumieniowego i wskaźnik poziomu paliwa. Rewelacyjna okazała się zamontowana na prawej ściance postumentu manetka silnika z tajemniczym pokrętłem służącym do – jak się później okazało – sterowania sterem strumieniowym. To świetne rozwiązanie, dające możliwość jednoczesnego obsługiwania silnika i steru strumieniowego jedną ręką w tym samym czasie.

Napęd

Właściwie nie zanotowaliśmy żadnych nowatorskich rozwiązań w zakresie takielunku, wszystkie znane są na Mazurach od lat. Na uwagę zasługuje dość wysoki maszt, usztywniony dwiema parami mocno złożonych salingów i podtrzymywany od tyłu rozdwojonym na każdą z burt achtersztagiem o regulowanej talią długości. Smukły grot ma dwa piętra refowania, fok można dzięki rolerowi także odpowiednio pomniejszyć, gdy mocno wieje. Przed masztem na pokładzie uformowano poprzeczną podstawę pod szynę foka samohalsującego, dobre rozwiązanie dla żeglugi solo. Można też zamówić jacht zarówno z dwiema szynami podłużnymi do genuy jak i z poprzeczną szyną do foka samozwrotnego i decydować o wyborze jednego z tych żagli w zależności od potrzeb.

Podczas flauty oraz w manewrach Antilę 30 napędza silnik stacjonarny Yanmar 14 lub 21 KM z wałem prostym.

Wnętrze

Nie odkryję Ameryki pisząc, że trzykabinowe – lub z dwiema kabinami, jeśli ktoś tak sobie wybierze – wnętrze Antili 30 jest bardzo wygodne a przy tym większe, niż w Antili 27, i mniejsze, niż w A33. To oczywista oczywistość i chyba tylko po kilku tygodniach na tym jachcie można stwierdzić, jak w praktyce wygląda w nim funkcjonowanie. Nasze pomiary i obserwacje wykonane w kilkadziesiąt minut potwierdziły m.in. wysokość stania – 191 cm podawane przez stocznię wystarczy do komfortowego przemieszczania się po jachcie dla większości osób. Wiemy też na pewno, że zabudowa testowanego egzemplarza została wykonana bardzo starannie, na poziomie wyższym niż średnia – uwaga – światowa. Pełnowymiarowe koje dwuosobowe na dziobie i w obu kajutach rufowych są szerokie i wygodne, a za sprawą dużej szerokości kadłuba, również kanapy w mesie rozkładają się do zupełnie przyzwoitych rozmiarów – choć koje z nich powstałe nie są już tak szerokie jak te w kabinach. Potwierdzeniem wysokiej jakości prac wykonywanych w stoczni Antila Yachts może być też to, że testowaliśmy egzemplarz po całym sezonie intensywnego żeglowania, a ja wchodząc do niego myślałem na początku, że jest nowy…

Zdecydowanie warta podkreślenia jest również stylistyka wnętrza. Wiem, że dla wielu żeglarzy nie ma ona aż tak wielkiego znaczenia, ale w porównaniu do jednostek budowanych u europejskich potentatów, Antila w niczym od nich nie odstaje. Cieszy mnie to tym bardziej, że to już kolejny jacht mazurski, do wnętrza którego wchodzi się z przyjemnością, mając przygotowane miejsce do odłożenia sztorcklapy w specjalnym gnieździe w suwklapie. Obie klapy wsuwane są pod dach nadbudówki. Cieszy oko także dużo wpadającego światła, jasne kolory zabudowy, ładnie dobrane kolory materacy, blatów i szafek. Dwie z nich zbudowano w nieco ciemniejszym kolorze niż pozostałe, nie wiem dlaczego, ale to już kwestia indywidualnych ustaleń ze stocznią. Wybór kolorystyki i gatunków drewna stosowanych na meble jest tutaj szeroki i niektóre oferowane opcje robią niesamowite wrażenie. Właściwie jedna rzecz nie przypadła mi do gustu w testowanym jachcie. Myślę, że takie zwykłe, białe włączniki oświetlenia nie pasują do pięknych kolorów obić i mebli. Moim zdaniem trzeba je lepiej dopasowywać do specyfiki każdej opcji zabudowy.

Od razu podkreślę, że nie nastąpił tu przerost formy nad treścią. W Antili 30 włączniki świateł są z miejscach, w które sięga się intuicyjnie, wieszaki do odzieży także przykręcono tam, gdzie załoga zwykle zdejmuje z siebie kurtki, a każde drzwi zabezpieczają się automatycznie w pozycji otwartej za pomocą magnesów. Do rozwiązań podnoszących walory użytkowe zaliczyć trzeba także gniazda 230V, 12 V i USB w każdej kajucie, łatwo podnoszone klapy bakist (za dopłatą mogą być nawet z siłowniczkami pneumatycznymi), antypoślizgową podłogę w stylu tiku, łatwo podnoszona klapa silnika stanowiąca fragment schodni, boczne panele ułatwiające dostęp do jednostki napędowej, a nawet oświetlenie jej komory. Łazienka jest bardzo jasna i przestronna, z lustrem, otwieranym bulajem a zastosowano w niej toaletę typu morskiego, z związku w czym jacht wyposażono w zbiornik na nieczystości dostępny z łazienki.

Kolejne spostrzeżenia pozwalają uznać ten jacht za naprawdę godny uwagi. Każda kabina ma przedsionek, przy czym w tej dziobowej na noc zakrywa się go fragmentem sklejki i materacem, w rufowych jest to wygospodarowany fragment podłogi o niemal pełnej wysokości stania (nieco mniej niż 191 cm). W każdej z nich, a właściwie na całym jachcie zastosowano oświetlenie LED-owe, oparte na dyskretnie zamontowanych listwach świetlnych.

W kambuzie do przygotowywania posiłków służy dwupalnikowa kuchenka montowana na płask, duży zlewozmywak z kranem ciepłej (opcja) i zimnej wody, liczne szafki i lodówka o pojemności uzależnionej od specyfikacji zamówienia. Na testowanym „Blue Monday” założono też instalacje: ogrzewania z elektronicznym sterownikiem oraz ciepłej wody, zastosowano także powiększoną lodówkę o pojemności 60 l. Niezależnie od ilości opcji wyposażenia, w każdym egzemplarzy do dyspozycji załogi będą bakisty pod materacami, spore jaskółki w każdym pomieszczeniu, oraz szafa w każdej kabinie.

Z biegiem lat na rynku pojawi się jeszcze więcej opcji zabudowy wnętrza i być może nie wszystkie będą tak eleganckie, jak te w testowanym „Blue Monday”. Jeśli ktoś poszukuje jachtu armatorskiego, dla siebie, może wraz ze stocznią Antila Yachts stworzyć w ramach dostępnych opcji rozwiązania najbardziej pasujące oczekiwaniom.

Testujemy

Piękny, wczesnojesienny dzień z wiatrem 8-15 w to doskonałe warunki do testowania mazurskich krążowników, szczególnie, gdy żegluje się po Jeziorze Niegocin. Sprzyjająca aura i piękne otoczenie na pewno wpłynęły w pewien sposób na nasze odczucia, tym niemniej zawsze staramy się wyobrazić, jak by to wyglądało w diametralnie innych warunkach. Przede wszystkim trudno nam było uwierzyć, że testowany egzemplarz od czerwca do początku października żeglował intensywnie, co tydzień z inną załogą. Nie było na nim śladu eksploatacji ani w kokpicie, ani w środku. Tak naprawdę dopiero na zdjęciach zobaczyliśmy obrośnięte nieco dno, wskazujące na to, że łódź ma za sobą swój pierwszy sezon.

Antila 30 zachowuje się dynamicznie, natychmiast reaguje na wychylenia steru i pozwala nawet odczuć delikatnie na sterze lekko niedobrany czy przebrany żagiel – jest czuła, trochę jak jednostki regatowe. Smukły takielunek generuje imponującą siłę napędową, dzięki czemu jacht pływa naprawdę szybko. Nie mieliśmy okazji porównać, ale wrażenia odnieśliśmy takie, że obecnie nie miałby sobie równych wśród rywali o podobnej długości. Ma to swoją drugą stronę medalu – wiatr 14-15 w, czyli 3-4B, to wg mnie granica, po przekroczeniu której albo trzeba porządnie wziąć się do pracy grotem, albo go już zarefować. Antila robi się przy takim wietrze bardziej energiczna a nawet trochę narowista i jeśli w kursie na wiatr wpłynie się nią w szkwał, to bez poluzowania grota odczuje się jej tendencje do silnego ostrzenia. Bardziej wprawiona załoga, płynąc w tych warunkach na pełnych żaglach dozna przyjemnego uczucia aktywnej, szybkiej żeglugi. Kto woli komfortowe pływanie, powinien skorzystać z możliwości dwuetapowego refowania grota jedną linką z kokpitu i w prosty sposób zmniejszyć powierzchnię ożaglowania.

Tu kilka uwag dotyczących obsługi. Jeden centralny kabestan fałowy umieszczony na dachu nadbudówki lekko z prawej strony płaszczyzny symetrii jest znakomitym rozwiązaniem. Praca przy nim jest efektywna i nie sprawia problemów, a dostępny opcjonalnie elektryczny napęd tego kabestanu wydaje się być optymalnym rozwiązaniem. Nawet, jeśli jednak napędza się go korbą, załogant nim operujący ma dobry dostęp i kilka punktów podparcia, żeby skutecznie nim kręcić. Sternik z kolei ma bardzo wygodną pozycję zarówno stojąc za dużym kołem sterowym jak i siedząc na pawężowej belce. Nieco trudniej sterować siedząc na półpokładzie, po prostu trzeba mocniej wyciągnąć rękę, by sięgnąć do koła. Generalnie na tym jachcie optymalnie jest sterować na stojąco.

Jednostkę zupełnie dobrze obsługuje się w dwie osoby. Przy większości manewrów sternik może skoncentrować się na sterowaniu a druga osoba obsłuży szoty foka. Gdy silniej wieje, przydałaby się pomoc w odknagowaniu „starego” foka w trakcie zwrotu, ponieważ załogant nie jest w stanie szybko przejść od jednego kabestanu szotowego do drugiego, ze względu na postument koła i stół do niego „przyklejony”. Kto planuje żeglować w pojedynkę, a myśli o zakupie tego jachtu, powinien zamówić foka samozwrotnego. Łatwo dobiera się też sporego przecież grota, a to za sprawą wysokiego punktu mocowania dolnego zblocza talii na stole. Kąt pracy szotów jest korzystny dzięki takiej geometrii.

Bramka opuszczania masztu wykonana została solidnie dzięki czemu z pomocą elektrycznego kabestanu można bardzo łatwo opuścić maszt i potem go podnieść.

Istotnym spostrzeżeniem jest także to, koło sterowe nie przeszkadza w komunikacji – po obu jego stronach przejścia są wystarczająco szerokie nawet dla większych osób.

Silnik jest nieźle wyciszony, co wskazują zarówno pomiary jak i doznania. Głośność przy przelotowej prędkości obrotowej silnika ok. 2000-2200 obr./min mieści się w zakresie dużego komfortu na zewnątrz w kokpicie i średniego komfortu w środku.

Podsumowanie

Bez wątpienia nie było w sezonie 2020 na Mazurach nowocześniejszego jachtu niż Antila 30. Nie dość, że znakomicie się prezentuje, to jeszcze jest wygodna, łatwo się ją obsługuje i bardzo dobrze żegluje.

Ceny czarteru Antili 30 sięgają nawet 800-900 zł za dzień w szczycie sezonu. Wydaje się, że to sporo, jednak w tej cenie wynajmuje się jeden z najnowocześniejszych 9 metrowych jachtów turystycznych na świecie. Cena zakupu od ok. 162 tys. zł netto za 30 stopową jednostkę relatywnie nie jest wysoka, choć trzeba wziąć pod uwagę, że do osiągnięcia standardu testowanego „Blue Monday” z firmy Bielak Czartery trzeba jeszcze do tej podstawy sporo dorzucić.

Uwagi mamy właściwie dwie – jednostka jest nieco bardziej narowista niż inne jachty turystyczne i czuć jej bardziej sportowy charakter. Dla mnie to duża zaleta, ale wiadomo – nie wszystkim to pasuje. Zamieniłbym tez włączniki świateł na bardziej pasujące do wspaniale dopracowanej stylistyki wnętrza. Ten jacht raczej nie zagrozi największym mazurskim krążownikom, które miały, mają i będą mieć swoich wielbicieli. On wnosi po prostu nową jakość, łączy komfort i szybką żeglugę i na pewno będzie atrakcyjną ofertą dla tych, którzy poza wygodą chcą poczuć nieco więcej adrenaliny – bo tej 33 stopowce raczej nie dają.

Antila 30: dane techniczne

długość całkowita9,45 m
długość kadłuba8,85 m
szerokość całkowita3,20 m
zanurzenie bez miecza / z mieczem0,44 m / 1,79 m
powierzchnia żagli41,0 m2
masa transportowa4000 kg
masa balastu dennego1200 kg
masa miecza uchylnego120 kg
wysokość masztu nad pokładem12,2 m
wysokość masztu nad KLW13,9 m
maks. wysokość w kabinie1,91 m
załoga8
kategorie projektowa CEB
projektantMichał Orych
cenaod 162 000 zł + VAT
Więcej: www.antila-yachts.pl
(Visited 25 times, 5 visits today)
Tagi: , , Last modified: 20 listopada, 2020

Partnerzy serwisu

Zamknij