Reklama

Autor 08:27 Żeglarstwo

Choroba morska: problem czy mit? Przyczyny, objawy, leczenie

Śledząc historyczne osiągnięcia Wikingów przemierzających tysiące mil morskich, można by pomyśleć, że temat tego artykułu ich nie dotyczył. Jednak wówczas i dzisiaj Duńczycy, Szwedzi czy Norwegowie nie mieliby problemu z żeglowaniem w każdych warunkach. Sprawiedliwość dziejowa jednak istnieje i bez względu na czasy i nację choroba morska, choć w różnym stopniu, dotyczy zasadniczo prawie wszystkich.

Tekst i zdjęcia Piotr Dalecki

Bezpieczeństwo na jachcie: safety briefing, czyli jak przygotować załogę do rejsu

Choroba morska: przyczyny i objawy

Dolegliwości określane tym zwrotem to nic innego jak sprzeczne informacje docierające do naszego mózgu za sprawą błędnika znajdującego się w uchu wewnętrznym człowieka, odpowiedzialnym za zmysł równowagi. Ruch jaki on odbiera nagle zaczyna się różnić od tego, co rejestrują oczy. Podobnej dezorientacji doznają ludzie w lądowych środkach lokomocji. Objawy choroby są jednak zazwyczaj dużo lżejsze lub wręcz nie występują. Organizm ma swój system obronny, dlatego i układ nerwowy reaguje na wszelkie nieprawidłowości. Te mechanizmy mogą niestety dosłownie „zdemolować” żeglarza, a „złe samopoczucie” okazać się w niektórych przypadkach zbyt łagodnym określeniem.

U większości z nas dolegliwości zaczynają i kończą się na lekkich nudnościach , bólu głowy czy uczuciu suchości w ustach. Bardziej wrażliwi tracą apetyt, a niekiedy wręcz nie tolerują mocniejszych zapachów. Ulegają osłabieniu, stają się senni i wymiotują (nie zawsze w kontrolowany sposób). Mogą wystąpić silne zawroty głowy i zimne poty, a w rezultacie brak koncentracji.

Skrajnie różne przypadki

Choroba generalnie postępuje w czasie, ale kluczowe są warunki w jakich żeglujemy. Choć nazywa się morską, dolegliwości potrafią odczuwać również śródlądowi żeglarze. Nie da się przewidzieć, kto w jakim stopniu, w jakich warunkach i ile czasu będzie cierpiał z jej powodu. Są ludzie, którzy nawet przy bardzo niesprzyjającej aurze nie odczuwają szczególnie dużego dyskomfortu, podczas kiedy inni przy lekkim już zafalowaniu dostają torsji na sam widok zajadającego się pachnącym spaghetti kolegi.  I tutaj zaczynają się problemy. Trudno mieć apetyt, gdy nieustające nudności pustoszą żołądek, a w dodatku co chwila rzuca nami bez żadnego już rezultatu. Taki stan utrzymujący się przez kilka dni może być niebezpieczny dla zdrowia, a nawet życia. Głównym powodem jest ryzyko odwodnienia organizmu, a w efekcie zaburzenia jego funkcjonowania i brak energii. Pomimo ewidentnego wstrętu cierpiącego do jedzenia, koniecznie należy dopilnować, aby „pacjent” przyjmował chociaż płyny. Wystrzegajmy się więc głupich szykan, a skupmy na pomocy.

Choroba morska: lepiej zapobiegać niż leczyć

Nie traktujmy zażywania leków jako oznaki słabości, lecz przejaw rozsądku. W końcu wybieramy się na morze dla przyjemności. Ignorujmy również tzw. twardzieli, którzy sami nie mając większych problemów, pozwalają sobie opiniować, że ktoś się po prostu nie nadaje albo gonią do roboty załoganta, który ledwo trzyma się na nogach. Aktywność jest oczywiście wskazana i czasami faktycznie stanie za sterem może pomóc, ale wszystko w granicach rozsądku i na miarę możliwości. Ślepa wiara w tą metodę może bowiem doprowadzić do wypadku. Jeżeli dopadnie nas już ta przypadłość, obserwujmy horyzont lub jakiś stały punkt na brzegu. Starajmy się uczestniczyć w żegludze. Pomóc może nawet zwykła konwersacja z załogą.

Choroba morska: Przyczyny, objawy, leczenie

Kluczowe są jednak działania przed rozpoczęciem rejsu. Nie spożywajmy ciężkich posiłków (smażonych i surowych), które długo zalegają i drążnią żołądek. Unikajmy alkoholu. Na kilka godzin przed oddaniem cum zjedzmy coś lekkiego. Dużo wcześniej zaopatrzmy się w odpowiednie leki. Jest ich sporo, ale niestety nie wszystkie dostępne w naszym kraju. Warto skonsultować to z lekarzem lub farmaceutą w aptece, bo możemy zwyczajnie nie wiedzieć o ewentualnych nowościach czy dostępności środków, które dotąd nie były u nas do kupienia (np. Stugeron, Marzine, Motilium, Scopoderm, Torecan czy Zofran). Dobrym pomysłem są wszelkie naturalne specyfiki na bazie ziół. Działa też imbir. Możemy go dodać do herbaty lub po prostu starty zalać wrzątkiem. Osobiście uważam, że dobrze mieć w kieszeni kilka suszonych śliwek albo inne tzw. przegryzki. Walczymy w końcu docelowo z dolegliwościami żołądkowymi. Istnieją również specjalne plastry, które uwalniają specjalną substancję i powodują stałą obecność leku w organizmie. W Polsce niestety raczej nie do zdobycia. Dość powszechne są również opaski uciskowe na nadgarstki, chociaż w tym przypadku znam bardzo różne opinie na temat ich działania.

Kluczowe jest nastawienie!

Czegokolwiek nie zastosujemy na potencjalne dolegliwości, pamiętajmy o naszym podejściu do tego problemu. Dobre nastawienie często pomaga bardziej niż nam się może wydawać. Pamiętajmy, to przechodzi! Nasz organizm w zdecydowanej większości przypadków przyzwyczai się do nowej sytuacji. Kiedyś przecież pogoda się zmieni, co od razu powinno mieć swoje pozytywne przełożenie na nasze samopoczucie, a w porcie już na pewno będziemy jak nowo narodzeni i to praktycznie natychmiast. Tam nabierzemy na nowo sił i ruszymy w dalszą drogę. Ten drugi etap z pewnością będzie już lżejszy. Ponadto warto pamiętać starą zasadę, która mówi, że dobry żeglarz spędza sztormy przy barze. Naturalnie o ile to możliwe.

Choroba morska to nie mit i wbrew pozorom oraz niektórym opiniom problem nie leży jedynie w naszej psychice. To reakcja organizmu. Korzystajmy więc z dostępnych metod i cieszmy się z żeglowania. Pierwsze koty za ploty, więc głowa do góry i nie pozwólcie się odwodnić!

(Visited 406 times, 1 visits today)
Tagi: , , Last modified: 8 kwietnia, 2022
Reklama

Partnerzy serwisu

Zamknij