Reklama

Autor 02:05 Felietony, MeteoZwierzenia, Polecane

„MeteoZwierzenia”: Uważajcie nad Oceanem

Piękna plaża, ocean, fale… Nic, tylko wbiec do wody i popływać w ciepłej wodzie. Akurat w tym miejscu nie ma załamujących się fal i piany, więc wpadamy do oceanu i już po kilku uderzeniach ramion orientujemy się, że coś jest nie tak. Nagle znajdujemy się nie kilkadziesiąt, a kilkaset metrów od brzegu, silny prąd uniemożliwia powrót. Zaczyna się panika. Jeżeli w tym momencie nie zaczniemy działać racjonalnie, może to być ostatnia kąpiel w naszym życiu.

Tekst Marek Zwierz
zdjęcia NOAA i portal weather.gov

Co robić? To zależy od tego, gdzie jesteśmy. Czy jest to plaża strzeżona? Czy jesteśmy dobrymi pływakami? Czy jesteśmy sami? Czy ktoś z naszych znajomych jest na brzegu? Jeżeli nie pływamy za dobrze, jeżeli plaża jest strzeżona i ktoś jest z nami na plaży, to powinniśmy w jakiś sposób dać znać, że potrzebujemy pomocy. Raczej machaniem rąk, niż krzykiem, który zostanie i tak zagłuszony przez huk przyboju. Położyć się na plecy oszczędzając energię i czekać na ratunek z brzegu. Gorzej, jeżeli nikogo z nami nie ma. Jeżeli jeszcze nie znamy tego odcinka plaży, to może nas czekać bardzo długa walka o życie. Przede wszystkim nie wolno nam wracać pod prąd do plaży. Nawet mistrz olimpijski nie dałby rady. Płyńmy wzdłuż brzegu, najlepiej z wiatrem, bo z wiatrem łatwiej i szukajmy miejsca, gdzie nie ma prądu wynoszącego. Nie jest łatwo znaleźć takie miejsce, ponieważ rozglądamy się praktycznie z poziomu wody. Szukamy miejsca, gdzie fale po załamaniu się płyną do brzegu tworząc szerokie dywany z białej piany. W tym wypadku „white water is save water”, biała woda jest wodą bezpieczną. Znajdujemy sobie punkty orientacyjne na brzegu i po nich szacujemy, czy płynąc w wybranym miejscu do plaży rzeczywiście się do niej zbliżamy. Silne prądy wynoszące są zwykle zjawiskami bardzo lokalnymi i nieco za strefą, gdzie fale się załamują, tracą swój impet. Ich szerokość z reguły nie przekracza kilkudziesięciu metrów. Ocena sytuacji przez samotnego pływaka nie jest łatwa przez brak jednoznacznych punktów odniesienia i ograniczonego pola widzenia. Czasem wystarczy poczekać pół godziny i spokojnie można wrócić. Czasem konieczna jest zmiana miejsca i przepłyniecie kilkudziesięciu lub nawet kilkuset metrów wzdłuż brzegu.

Z jakim zjawiskiem mamy do czynienia i jak go uniknąć? Napływające na brzeg fale niosą ze sobą olbrzymie ilości wody. W większości jej nadmiar odpływa w postaci silnego strumienia tuż nad dnem. Nie zawsze to jednak wystarczy. Przy szczególnych konfiguracjach wybrzeża, rzeźby dna czy nakładających się na siebie falach tworzą się wąskie strumienie silnych prądów wynoszących nadmiar wody poza strefę załamywania się fal. Po angielsku to zjawisko nazywa się „rip current” i odpowiada za około 100 utonięć na wybrzeżach Stanów Zjednoczonych. 80% wszystkich akcji ratunkowych na plażach w Stanach związanych jest z wynoszącym prądem. Podaję tu dane amerykańskie, bo tam prowadzone są tego typu statystyki.

Generalnie mamy do czynienia z trzema rodzajami tych prądów. Po pierwsze te związane z batymetrią, czyli układem dna. Przed plażą często formuje się rewa, czyli wał piasku w pewnej odległości od plaży. Po angielsku nazywa to „sand bar”. Często w rewie formują się prostopadłe do brzegu kanały odprowadzające napływającą wodę. W tym przypadku kluczowa jest znajomość wybrzeża. Najczęściej lokalni ratownicy znający plażę potrafią wskazać, gdzie nie powinno się kąpać i gdzie regularnie występują te niebezpieczne prądy.

Rys.1. Mechanizm powstawania prądu wynoszącego przez kanał w rewie

Z poziomu plaży nie jest łatwo wypatrzyć niebezpieczne miejsce. Szczególnie, że te zjawiska trwają zwykle nie dłużej, niż kilkanaście minut. Należy zwracać uwagę na zmiany w wyglądzie morza. Często jest to przerwa w ciągu załamujących się fal. Może wyglądać jak gładka przerwa w napływającej pianie.

Rys. 2. Przerwa pomiędzy załamującymi się falami może wskazywać na „rip current
Rys. 3. Z góry dużo łatwiej określić niebezpieczne miejsca

Po drugie „rip currents” związane z przeszkodami. To wszelkie falochrony, ostrogi i pomosty. W ich pobliżu możemy być wręcz pewni występowania silnych, wynoszących prądów. Bardzo często są tam głębokie miejsca wokół podstaw konstrukcji skąd wypłukiwany jest piasek tworząc wręcz dziury w dnie. Prądów możemy spodziewać się wzdłuż ostróg budowanych przy ujściach rzek, falochronów przy wejściach do portów czy po obu stronach ostróg umieszczanych prostopadle do plaży i mających chronić plażę przed wymywaniem piasku.

Po trzecie mamy do czynienia z najmniej zbadanymi i nieprzewidywalnymi prądami o pochodzeniu hydrodynamicznym. Te występują losowo i są generowane przez specyficzny układ fal. Najczęściej fal z dwóch, niewiele różniących się od siebie kierunków, nadchodzących niemal prostopadle do linii brzegowej. Tu najbliżej jesteśmy meteorologii, ponieważ takie układy fal wzbudzane są przez odległe sztormy i mamy do czynienia z ich pozostałościami właśnie w formie tak zwanej martwej fali z jednego kierunku i rozwiniętego falowania wiatrowego z drugiego kierunku. Przy czym te niże i sztormy mogą równie dobrze być aktywne na środku oceanu.

Rys. 4. Zdarza się, że prądy wynoszące niosą ze sobą sporo zawiesiny. Warto zwracać uwagę na kolor wody
Rys. 5. Tutaj wynoszący prąd uwidacznia się zmarszczkami na powierzchni wody

Na amerykańskich plażach są tablice ostrzegawcze, informujące co należy robić w przypadku dostania się w objęcia takiego prądu.

Prądy wynoszące, „rip currents”, spotyka się na plażach otwartego morza lub oceanu. W zamkniętych zatokach ich prawdopodobieństwo jest mniejsze. Pamiętajmy o tym podczas dalekich rejsów i nie dajmy się porwać, a jeżeli już to zachowajmy spokój i postępujmy według wskazówek profesjonalistów.

(Visited 153 times, 1 visits today)
Tagi: Last modified: 11 stycznia, 2022

Partnerzy serwisu

Zamknij