Reklama

Autor 18:50 Żeglarstwo

Jezioro Śniardwy: atrakcje, najciekawsze miejsca i porty mazurskiego oceanu

Śniardwy to moje ulubione mazurskie jezioro, drugie po Nidzkim. Lubię je, bo tu czuję przestrzeń. I przyznam, że właśnie z żeglowania po Śniardwach wzięło się u mnie… umiłowanie oceanu! Może to brzmi nieco dziwnie, ale tak było. Kiedyś podczas kolejnego przejścia przez Śniardwy zamarzył mi się ocean. Oto atrakcje, najciekawsze miejsca i porty mazurskiego oceanu!

Tekst i zdjęcia Mariusz Główka

PRZECZYTAJ TAKŻE Czarter na Mazurach: jaki jacht wybrać, co sprawdzić?

Śniardwy mają różne oblicza. Od totalnej flauty, gdy woda przypomina lustro, do gniewnego żywiołu. Nie wiem ile żeglowałem po Śniardwach, ale gniewne oblicze tego jeziora widziałem zaledwie kilka razy. Pewnie zliczyłbym je na palcach jednej ręki. Natomiast przy flaucie, na silniku, niejednokrotnie je przemierzałem. Trudno powiedzieć ile razy.

Jezioro Śniardwy: jakie warunki na wodzie?

Jeśli wieje 3 – 4B żegluga potrafi dostarczyć wiele satysfakcji. Kiedyś dystans pomiędzy Przeczką a Okartowem pokonałem w 1 godzinę i 45 minut, idąc baksztagiem wzdłuż północnego brzegu. Z tego co wiem, to nie jest żadne rekordowe osiągnięcie. Ale innym razem, gdy próbowaliśmy dotrzeć do Okartowa, tym razem z Sekst w bajdewindzie, w końcu odpuściliśmy, odwróciliśmy się na baksztag i ostatecznie wylądowaliśmy na Przeczce.

Żegluga ostrym bajdewindem przy dość silnym wietrze i krótkiej, stromej fali była bardzo męcząca. Nie radzę w takich warunkach (mówimy o 5 B i więcej) rezygnować z żagli i próbować iść pod wiatr na zaburtowym silniku. Przy śniardwieńskiej fali silnik na przemian będzie raz zalewany przez grzbiet fali, za chwilę śruba będzie obracać się w powietrzu w jej dolinie.

Takie warunki budzą respekt nawet wśród najbardziej doświadczonych żeglarzy, a żeglarscy nowicjusze zwyczajnie się ich boją. Tymczasem Śniardwy to wspaniały akwen do żeglowania. Tu rzadko zapuszczają się sternicy wypasionych motorówek czy szybkich skuterów, bo i po co? Przed kim mieliby chwalić się swoimi maszynami? Poza szlakiem z Przeczki do Bramki Seksteńskiej na Śniardwach jest pusto. Jesteśmy sami ze sobą. Ze swoimi myślami, marzeniami i fantastyczną ciszą dookoła. Publiczności nie ma.

Na początek Przeczka

Dla mnie niemal każda przygoda z tym jeziorem rozpoczyna się w Przeczce, bo idąc z Nidzkiego właśnie tędy wchodzę na Śniardwy. Przeczka, jak każdy przesmyk, wymaga uwagi. W sezonie kumuluje się tu ruch wszelkiej maści jednostek. Statki wiozące lądowych turystów wchodzące na Śniardwy tylko po to, żeby zrobić kółko w pobliżu wysp i pokazać przez chwilę największe jezioro w Polsce, czy też żeglarze i motorowodniacy, którzy robią dokładnie to samo. Przeczkę pokonują też ci, którzy ze Śniardwami są zaprzyjaźnieni i płyną dalej, rozkoszując się wodą ciągnącą się niemal po horyzont. Po ciasnocie Bełdanów czy Jeziora Mikołajskiego i przejściu tłocznej Przeczki, można wreszcie odetchnąć przestrzenią. Choć z tą wodą po horyzont to gruba przesada. Najdłuższy, północny bok jeziora, w linii prostej ma nieco ponad 16 kilometrów.

Okolice Przeczki

Jezioro Śniardwy: wzdłuż północnego brzegu

Z Przeczki najczęściej płynę do Okartowa właśnie wzdłuż północnego brzegu jeziora. O Okartowie będzie później, ale warto wspomnieć o tym, co po drodze. Jak wspomniałem, Śniardwy czasem potrafią się rozkołysać i wtedy lepiej przeczekać gorsze warunki. Pierwszym i bardzo miłym miejscem schronienia będzie keja przy Folwarku Łuknajno (N53o 47,9’, E021o 38,4’) położona na samym końcu Zatoki Łuknińskiej. To bardzo zaciszne miejsce warte odwiedzenia nie tylko przy złych warunkach. Keja należy do pensjonatu „Folwark Łuknajno”, gdzie można nie tylko dobrze zjeść, ale też skorzystać z dobrodziejstw cywilizacyjnych takich jak prysznic czy toalety. Jak już tu dotrzemy to warto wybrać się na spacer wzdłuż brzegu Jeziora Łuknajno, niedostępnego dla żeglugi. To jedyny na Mazurach rezerwat biosfery UNESCO. Poprowadzi nas tam ścieżka przyrodnicza, która zaczyna się właśnie przy pensjonacie.

Niejedną noc spędziłem przy kei Folwarku Łuknajno i zawsze chętnie tu wracam. Tu nie ma tłoku. Zazwyczaj mój „Szaman” cumował tu sam, tylko czasami pojawiał się jakiś drugi jacht.

Z folwarcznej kei do Okartowa mamy jeszcze kilkanaście kilometrów. To daleko i blisko. Po drodze, aż do Dziubieli, możemy schronić się tylko na skraju trzcin, stając na kotwicy. W samych Dziubielach też nie ma szału. Jeśli wejdziemy w zatokę przy samej wsi (N53o 47,3’, E021o 46,0’) to niemal przy każdym pomoście zobaczymy tabliczkę „cumowanie zabronione”. Jeżeli wybierzemy brzeg pomiędzy pomostami to utkniemy w błocie. Generalnie cała zatoka jest zamulona i trudno polecać to miejsce.

Jeżeli z Przeczki chcemy płynąć wprost do Okartowa to trzeba uważać na Miałką Górkę (N58o 47,2’, E021o 38,6’), wypłycenie które jest dokładnie na naszej drodze. To miejsce łatwo poznać, nawet nie patrząc na mapę czy ekran GPS-a. Na Miałkiej Górce zawsze stoją łódki wędkarzy. Będzie bezpieczniej, jeśli ominiemy to miejsce, kierując się nieco w stronę północnego brzegu.

Jezioro Śniardwy: uwaga na kardynałki!

Od kilku lat każdej wiosny na Śniardwach ustawia się oznakowanie kardynalne. Miałka Górka, jak też wiele innych miejsc, jest oznaczana kardynałkami. To znacznie poprawiło komfort, a przede wszystkim bezpieczeństwo żeglowania po Śniardwach. Takich miejsc z kardynałkami w drodze do Okartowa spotkamy jeszcze kilka. Jeszcze przed Dziubielami jest Rafa Dziubielska (N53o 47,0’, E021o 44’7’), a zaraz za Dziubielami Rafa Suchego Rogu (N53o 46,8’, E021o 46,9’).

W Okartowie można stanąć przy kei pola namiotowego położonego tuż przed mostem kolejowym, przerzuconym nad przesmykiem łączącym Śniardwy z Jeziorem Tyrkło. Ale wcześniej można się schronić cumując w stacji Mazurskiej Służby Ratowniczej (N53o 48,2’, E021o 41,8’). Trzeba tylko pamiętać o kilku kamiennych rafach, jakie można spotkać po drodze do MSR. Jedna z nich to Rafa WOPR-owska (N53o 47,7’, E021o 49,7’). Te miejsca oczywiście również są oznaczone kardynałkami.

Jezioro Śniardwy: uwaga na kardynałki!
Uwaga na kardynałki!

Ja jednak preferuję keję kameralnego pola namiotowego (N53o 48,2’, E021o 51,5’), które przez długie lata było prowadzone przez Stanisława Gąsiewskiego. Pan Stanisław od kilku lat wypoczywa na emeryturze, ale pod nowymi rządami to miejsce nic nie straciło na atrakcyjności. Trzeba tylko pamiętać, że przy kei jest płytko i dobrze zawczasu podnieść miecz i unieść lekko płetwę sterową. Oczywiście pamiętajmy też o tym, aby odpowiednio wcześnie wyrzucić kotwicę, jeszcze w trakcie podchodzenia do pomostu.

W Okartowie znajdziecie kościół ze wspaniałymi polichromiami, dwa dobrze zaopatrzone sklepy spożywcze oraz smażalnię ryb przy siedzibie gospodarstwa rybackiego. Kiedyś były tu jeszcze dwa bary, ale nie przetrwały. Widać za mało żeglarzy wybierało się w rejs do Okartowa. W gospodarstwie rybackim można też kupić wędzone i surowe ryby. W sam raz na wieczornego grilla.

Jezioro Śniardwy: wzdłuż wschodniego brzegu

Przenocowaliśmy w Okartowie i co dalej? Na pewno warto położyć maszt i pójść na Tyrkło. Jeszcze kilkanaście lat temu była tam strefa ciszy, ale mimo iż zniesiono zakaz używania silników spalinowych, nadal jest to urocze, spokojne jezioro na obrzeżach mazurskiego szlaku.

PRZECZYTAJ TAKŻE Strefy ciszy na Mazurach: gdzie bez spalin i motorówek?

Pozostańmy jednak na Śniardwach. W Okartowie zaczyna się oznakowany szlak żeglowny, którym możemy dotrzeć do innego szlaku prowadzącego z Przeczki na Seksty. Tą drogą bezpiecznie wrócimy do Mikołajek czy na Bełdany albo popłyniemy na Seksty. Ale nie musimy tak szybko opuszczać największego jeziora w Polsce. Popłyńmy wzdłuż brzegów, najpierw wzdłuż wschodniego, a później południowo-wschodniego i zobaczmy Śniardwy.

Na wschodnim brzegu rozciąga się wieś Nowe Guty. Latem jest tu tłoczno i gwarno, głównie dzięki turystom lądowym. Jachtem właściwie nie ma gdzie stanąć. W tym miejscu Śniardwy są bardzo wypłycone, a dodatkowo dostęp do brzegu jest blokowany przez liczne głazy i kamienie. Kiedyś próbowałem spędzić noc w Nowych Gutach i wreszcie udało się stanąć na południowym skraju wsi dobre 20 m od brzegu i to łódką o zanurzeniu ledwie 30 cm. Przez pół nocy nie dało się spać, bo nieopodal była dyskoteka.

Kierunek południe!

Jeśli popłyniemy wzdłuż południowo-wschodniego brzegu to dotrzemy do Zatoki Kwik (N53o 44,2’, E021o 47,3’). Po drodze będziemy żeglować wzdłuż dość malowniczej Kępy Kwiku. Widoki są miłe, ale podejście do brzegu utrudniają głazy i kamienie. Stawanie w tym miejscu na dziko jest dość ryzykowne, natomiast możemy zatrzymać się na noc w Zatoce Kwik zaraz po wejściu do kanału Wyszka (N53o 43,9’, E021o 47,9’). Można nawet iść nieco dalej na Wyszkę i tam przeczekać złą pogodę jeśli taka się trafi.

Kanał Wyszka ma nieco ponad kilometr długości i łączy Śniardwy z Jeziorem Białoławki, ale do Białoławek nim nie dopłyniemy. Po drodze jest jaz przegradzający kanał. Dalej Jezioro Białoławki jest połączone z Jeziorem Kocioł, a później rzeką Wilkus z Jeziorem Roś. Tą drogą (oraz Kanałem Jeglińskim) woda ze Śniardw zasila Pisę. Jaz na Wyszce oraz drugi jaz, przy śluzie w Karwiku, decydują o ilości wody wypływającej ze Śniardw i o poziomie wody w tym jeziorze.

W Zatoce Kwik można też znaleźć kilka pomostów ukrytych w trzcinach, ale są to prywatne pomosty i cumowanie przy nich może nie być mile widziane.

Na największej wyspie

Z Zatoki Kwik popłyńmy w kierunku Szerokiego Ostrowu, największej wyspy na Śniardwach, która kiedyś została połączona krótką groblą z lądem. Można zacumować na północnym cyplu wyspy przy polu biwakowym (N53o 44,3’, E021o 44,8’), jednakże przy północnym wietrze będzie to mało komfortowy postój. Ze względu na małą głębokość, łatwo tworzy się tu nieprzyjemna fala przybojowa. Jeśli zamierzamy stanąć na noc, lepiej wybrać południowy brzeg Szerokiego Ostrowu. Opływając wyspę trzeba uważnie wypatrywać kardynałek, bowiem po drodze spotkamy kilka głazów i kamiennych raf. Kiedyś przy niemal bezwietrznej pogodzie miałem okazję zobaczyć z czym można mieć do czynienia. Ledwie 20–30 cm pod lustrem wody dostrzegłem wierzchołek głazu o średnicy 2–2,5 m. Taki widok potrafi zmrozić krew w żyłach.

Popularnym miejscem do cumowania na dziko są dwie inne wyspy: Pajęcza i Czarci Ostrów (N53o 43,9’, E021o 42,5’). Do Wyspy Pajęczej podchodzimy od południa. Od północy jest płytko i jak to na Śniardwach, w wodzie jest sporo kamieni. Do Czarciego Ostrowu można podejść z każdej strony o ile dostrzeżemy jakąś wolna lukę w trzcinach. Ponieważ obie wyspy cieszą się w sezonie dość dużą popularnością, niestety bywają zaśmiecone.

Znaleźliśmy się w południowej części Śniardw. Stąd już blisko do Jeziora Seksty, które ze Śniardwami łączy Bramka Seksteńska. Przez bramkę prowadzi tor wodny i prawdę mówiąc lepiej nie wychodzić poza oznakowaną przestrzeń. Poza bojami szlakowymi może być naprawdę płytko.

Jezioro Śniardwy: zachodni brzeg

Pozostał nam jeszcze do zwiedzenia zachodni brzeg Jeziora Śniardwy. Niestety ten brzeg od Bramki Seksteńskiej aż do Niedźwiedziego Rogu jest gęsto obrośnięty trzciną i niedostępny do cumowania. Natomiast w Niedźwiedzim Rogu znajduje się duży port, największy na Śniardwach. To doskonałe miejsce schronienia przy każdej pogodzie. Port został wykopany wiele lat temu, a z jeziorem łączy go około dwustumetrowy, miejscami dość płytki kanał. Wejście do kanału oznaczono wieżą (N53o 43,4’, E021o 40,6’). Nawet jeśli nie musimy uciekać przed złą pogodą, to warto wejść do Niedźwiedziego Rogu, bo znajdziemy tam wszelkie udogodnienia cywilizacyjne. Tu też stacjonują jachty niektórych flot czarterowych.

Jezioro Śniardwy: wejście do Niedźwiedziego Rogu
Wejście do Niedźwiedziego Rogu

Z Niedźwiedziego Rogu można spacerkiem przejść do pobliskiego Głodowa. Tam w lokalnej restauracji zjemy doskonale przyrządzone ryby, dostarczane przez tamtejsze gospodarstwo rybackie. W gospodarstwie można kupić surowe ryby. Podobno na Mazurach krążą legendy o naleśnikach z tej restauracji.

Oczywiście do Głodowa możemy płynąć. Należy wejść w Zatokę Szyba (N53o 43,8’, E021o 39,2’) i podejść do pomostu gospodarstwa rybackiego. Dalej nie popłyniemy, bo zaczyna się Jezioro Warnołty, ścisły rezerwat. Jakakolwiek żegluga jest tam zabroniona.

Jezioro Śniardwy: wejście w Zatokę Szyba
Wejście w Zatokę Szyba

Z Zatoki Szyba mamy już całkiem blisko do drugiego portu na zachodnim brzegu jeziora, do Popielna (N53o 45,2’, E021o 37,8’). Port w Popielnie jest znacznie mniejszy niż w Niedźwiedzim Rogu, ale tu też znajdziemy wszelkie udogodnienia cywilizacyjne. W samym Popielnie jest Stacja Badawcza Polskiej Akademii Nauk z muzeum przyrodniczym, a w okolicy znajduje się rezerwat konika polskiego. Warto tam zacumować. Lokalną atrakcją jest żubroń, krzyżówka, żubra, bizona amerykańskiego i bydła domowego.

Jezioro Śniardwy: oznakowanie

Z Bramki Seksteńskiej do Przeczki prowadzi szlak żeglowny, szeroki, doskonale oznakowany bojami szlakowymi. Dzięki niemu żegluga wzdłuż zachodniego brzegu Śniardw jest niemal komfortowa. Możemy być pewni, że o ile nie wyjdziemy poza boje, to nie spotka nas żadna niemiła niespodzianka.

Jak wspomniałem na wstępie, oznakowanie kardynalne jakie na Śniardwach pojawiło się kilka lat temu, znacznie zwiększyło bezpieczeństwo żeglugi i komfort pływania, szczególnie mniej doświadczonym żeglarzom. O ile nie przeoczymy znaków, to nie grozi nam zderzenie z podwodnymi kamieniami. A właśnie kamienne rafy odstraszały wielu żeglarzy od żeglowania po Śniardwach.

Drugi czynnik który również hamował (i nadal hamuje) niektórych, to obawa o pogorszenie się pogody w trakcie żeglugi. Obawa nieco na wyrost, o ile obserwujemy niebo i nie lekceważymy burzowych chmur. Nawet jeżeli dostrzeżemy oznaki pogorszenia się pogody będąc na samym środku jeziora, to i tak do najbliższego brzegu mamy nie więcej niż 4–5 km. Taki dystans można pokonać na silniku w pół godziny albo nawet szybciej i stanąć w trzcinach, wyrzucając kotwicę. To maksymalny dystans, bo w większości sytuacji żeglujemy zdecydowanie bliżej brzegu.

Dla tych, którzy nie mają zaufania do własnej oceny sytuacji pogodowej, na brzegach jeziora postawiono trzy maszty ze światłami ostrzegawczymi, na północnym, południowo-wschodnim i zachodnim brzegu. Czwarty maszt jest też przy wejściu na Przeczkę.

Pogoda na Śniardwach

Co do samej pogody na Śniardwach chciałbym jeszcze podzielić się swoimi własnymi spostrzeżeniami. Zacznę od tego, że mniej więcej tylko połowa moich przelotów przez to jezioro była na żaglach. Drugie tyle pływałem tam na silniku, bo zwyczajnie nie wiało. Z kolei jak już mocniej wieje, to przypomnę, że ze względu na małą głębokość Śniardw, potrafi wybudować się krótka stroma fala. Oczywiście nie jest zbyt wysoka. Historie o dwumetrowych falach na tym jeziorze są stale opowiadane w mazurskich tawernach, ale nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Fale osiągają maksymalnie wysokość kilkudziesięciu centymetrów, choć ich stromość bywa bardzo dokuczliwa.

Niestety, Śniardwy są „kamieniste” i w tym momencie nie mam na myśli głazów o średnicy 2 metrów, ale „brukowce” licznie rozrzucone wzdłuż brzegów. To powoduje, że ciężko tu gdziekolwiek stanąć na dziko przy brzegu, bo nawet przy niewielkim zafalowaniu będziemy tłuc kadłubem o kamienie.

Pomimo tych przeszkód dla mnie Jezioro Śniardwy zawsze kojarzą się z mile spędzanym czasem, z letnim wypoczynkiem, z relaksem. Nie raz stawaliśmy tu na kotwicach w kilka łódek, spinaliśmy burty cumami i cieszyliśmy się słońcem, wodą i wspólną kąpielą. To były naprawdę miłe chwile. Życzę wszystkim takich miłych wspomnień ze Śniardw.

(Visited 1 115 times, 1 visits today)
Tagi: , , , , , , , , Last modified: 21 sierpnia, 2021

Partnerzy serwisu

Zamknij